Wybierz sekcję

Listopad 2010Grudzień 2010Styczeń 2011Luty 2011Marzec 2011Kwiecień 2011Maj 2011Czerwiec 2011Lipiec 2011Sierpień 2011Wrzesień 2011Październik 2011listopad 2011Grudzień 2011Styczeń 2012Luty 2012Marzec 2012kwiecień 2012Maj 2012Czerwiec 2012Lipiec 2012Sierpień 2012Wrzesień 2012Październik 2012Listopad 2012Grudzień 2012Styczeń 2013Luty 2013Marzec 2013KwiecieńMaj 2013Czerwiec 2013Lipiec 2013Sierpień 2013Wrzesień 2013Październik 2013Listopad 2013Grudzień 2013Styczeń 2014Luty 2014Marzec 2014Kwiecień 2014Czerwiec 2014Lipiec2014Sierpień 2014Grudzień 2014Styczeń 2015Luty 2015Marzec 2015Kwiecień 2015Czerwiec 2015listopad 2015Grudzień 2015Kwiecień 2016maj 2016Grudzień 2016Styczeń 2017Luty 2017kwiecień 2017Listopad 2017Grudzień 2017Wrzesień 2018Październik 2018Listopad 2018Grudzień 2018Styczeń 2019Luty 2019Marzec 2019Kwiecień 2019Maj 2019Lipiec 2019październik 2019Grudzień 2019Styczeń 2010

Niewydolność serca groźniejsza niż wiele nowotworów

Niewydolność serca jest groźniejsza niż wiele nowotworów złośliwych, ale ryzyko zgonu można znacznie zmniejszyć dzięki odpowiedniemu leczeniu – przekonuje dr Marcin Grabowski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

W Polsce choruje z tego powodu już 1 mln osób. Większość z nich nie zdaje sobie jednak sprawy, że cierpi na schorzenie, które dwukrotnie gorzej rokuje niż rak piersi u kobiet i rak pęcherza moczowego. Stwarza ono większe ryzyko zgonu niż rak prostaty u mężczyzn i ma podobną śmiertelność, jak rak jelita grubego. W przypadku niewydolności serca odsetek pięcioletnich przeżyć uzyskuje się u zaledwie 25 proc. mężczyzn i 38 proc. kobiet. Tymczasem ogólna skuteczność leczenia chorób nowotworowych w Polsce sięga już 40 proc.

Dr Grabowski z I Katedry i Kliniki Kardiologii WUM twierdzi, że ryzyko zgonu z powodu niewydolności serca można zmniejszyć odpowiednim leczeniem. Najlepiej rozpocząć je zanim jeszcze w pełni rozwinie się choroba. Dotyczy to szczególnie osób po zawale serca oraz tych, którzy chorują na nadciśnienie tętnicze krwi lub chorobę wieńcową. Są bowiem najbardziej narażeni na niewydolność serca objawiającą się dusznością, zmęczeniem i mniejsza tolerancją wysiłku fizycznego oraz obrzękiem stóp, kostek, podudzi lub brzucha.

"Kiedy dojdzie do zawału, ważne jest, by pacjenci przyjmowali leki, które hamują niekorzystną przebudowę mięśnia sercowego i przez to zmniejszają ryzyko rozwoju niewydolności serca" - podkreśla dr Grabowski. Takie działanie wykazują beta-blokery oraz inhibitory konwertazy angiotensyny (tzw. inhibitory ACE). Zawałowcy powinni je przyjmować w zasadzie przez całe życie.  U pacjentów już cierpiących na niewydolność serca oprócz tych dwóch typów leków zalecani są również tzw. antagoniści aldosteronu. Farmaceutyki te poprawiają kurczliwość i siłę mięśnia sercowego.

Najnowsze wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC) sugerują włączenie również leku zwalniającego pracę mięśnia sercowego. Zalecany jest on u chorych z niewydolnością serca, którzy mają także przyśpieszoną akcję serca. Badania o nawie SHIfT wykazały, że takie leczenie zmniejsza ryzyko zgonu i hospitalizacji z powodu zaostrzenia objawów niewydolności serca. U niektórych chorych oprócz farmaceutyków rokowania poprawia elektroterapia. Stosowana jest ona u pacjentów z poważnymi arytmiami serca, takimi jak częstoskurcz komorowy i migotanie komór. Wszczepia się im kardiowertery-defibrylatory, które monitorują pracę serca i samoczynnie są uruchamiane, gdy wystąpi groźna arytmia.  Coraz częściej wszczepiane są stymulatory resynchronizujące, które poprawiają kurczliwość mięśnia sercowego. Są też pierwsze aparaty łączące funkcje obu tych urządzeń, czyli monitorujące rytm serca oraz poprawiające jego pracę. Zalecane są u osób z ciężką niewydolnością serca, które odczuwają duszności nawet podczas najmniejszego wysiłku. Część z nich nie jest w stanie samodzielnie wykonać nawet podstawowych czynności życiowych.

Na całym świecie na niewydolność serca choruje 22 mln ludzi, a co roku wykrywa się 2 mln nowych przypadków. Przewiduje się, że w Polsce za 20 lat liczba chorych wzrośnie o co najmniej 25 proc.

Źródło: PAP - Nauka w Polsce