Dziecko w podróży. Od 5. miesiąca do 1.5 roku życia

Nasze dziecko ma już za sobą pierwsze podróże. Z każdym dniem rośnie coraz większe – w gondoli wózka zaczyna mu brakować miejsca –już nie mówiąc o tym, że jego wrodzona ciekawość każe mu wyglądać na zewnątrz i obserwować świat. Krytyczniej też patrzymy na małe nogi wystające z fotelika samochodowego i opierające się o siedzenie – czy aby dziecku nie jest już za ciasno? Być może planujecie też wyjazd wakacyjny lub weekendowy wypad. Jak go zorganizować, aby dziecko razem z rodzicami mogło cieszyć się bliskością natury, a jednocześnie było bezpieczne i mogło realizować swoją potrzebę ruchu? 
Wybierając fotelik dla dziecka kierowaliśmy się z mężem przede wszystkim bezpieczeństwem w czasie jazdy. Cena była jakby drugoplanową pozycją. Ważne było też, czy fotelik łatwo się montuje. To już moje osobiste preferencje, gdyż nie zawsze jest pod ręką silny mężczyzna, który pomoże.
Ważną kwestią było też, czy dziecku będzie wygodnie i czy w czasie wielogodzinnej podróży latem maluszek nie będzie się pocił zbytnio. Niemniej jednak najistotniejsza była relacja bezpieczeństwa do ceny.
Ewa, mama Julii i Jurka

Kluczowe kwestie przy zaopatrywaniu się w gadżety do przewozu podrośniętego małego człowieka pozostają takie same jak dla noworodka – są nimi bezpieczeństwo dziecka i dostosowanie sprzętu do jego wieku, wagi i stopnia rozwoju. Jeżeli nasze dziecko nadal mieści się w foteliku samochodowym 0+, nie kupujmy większego – jak już wspominaliśmy w poprzednim artykule, fotelik 0+ zamontowany tyłem do kierunku jazdy jest dla dziecka najbezpieczniejszy i dziecko powinno w nim jeździć do momentu, w którym faktycznie z niego wyrośnie. Jeśli nasze dziecko nie siedzi pewnie – nie pakujmy go na siłę w krzesełko rowerowe czy nosidło. Sam fakt używania takiego sprzętu nie nadda dziecku tego etapu rozwoju, a może spowodować szkody w postaci wad postawy. Obserwujmy rozwój naszego dziecka uważnie, bądźmy cierpliwi i nie popędzajmy go – jeśli nie teraz, to za miesiąc, dwa lub trzy nasz maluch dorośnie do krzesełka czy nosidła, a także do naszych planów turystycznych. To my, jako rodzice, powinniśmy dostosowywać naszą aktywność i plany do dziecka – nigdy odwrotnie. Przy planowaniu trasy bezwzględnie bierzmy pod uwagę, jak istotna dla naszego dziecka jest potrzeba ruchu. Dziecko chce oglądać, pełzać lub raczkować, chodzić na własnych nogach, jest to ważne z punktu widzenia jego potrzeb oraz dla jego prawidłowego rozwoju. Wielogodzinne siedzenie w foteliku czy nosidle uniemożliwia realizację tak ważnej potrzeby ruchu. Długotrwałe pozostawanie w wymuszonej pozycji może też przyczynić się do wad postawy. Dlatego nie porywajmy się na dalekie trasy i nie silmy na bicie rekordów. Zwolnijmy tempo i dostosujmy plany do potrzeb i możliwości najmłodszego członka rodziny. Krótka wycieczka po najbliższej okolicy, z częstymi przerwami, po której zatrzymamy się i pozwolimy dziecku pochodzić czy poraczkować po trawie będzie dla naszego malucha dużo większą atrakcją i nie obciąży niepotrzebnie jego kręgosłupa, jak to się dzieje podczas wielogodzinnego siedzenia w krzesełku rowerowym czy nosidle.

Kiedy zmienić fotelik samochodowy?

Nogi córeczki wystają z fotelika i opierają się o siedzenie... chyba czas na zmianę, ale ona ma dopiero 7 miesięcy!
Ania, mama Kamili

Ze zmianą fotelika nie ma się co spieszyć! Pamiętajmy, że podróżowanie w pozycji odwróconej jest dla naszego dziecka najbezpieczniejsze i powinno ono jeździć w ten sposób tak długo, jak to tylko możliwe, z zachowaniem zaleceń producenta fotelika co do użytkowania tego sprzętu. W foteliku 0+ dziecko może podróżować do osiągnięcia wagi 13 kg i jej przekroczenie jest bezwzględnym wskazaniem do zmiany. Może się jednak zdarzyć, że nasz maluch jest szczupły, ale bardzo wysoki – nie osiągnął jeszcze maksymalnej wagi, ale wyraźnie „wyrósł” ze swojego siedziska i jego głowa wystaje z wezgłowia fotelika – to jest już przesłanką do zmiany. Jednak, co należy podkreślić, nie jest istotny dla bezpieczeństwa niemowlaka fakt, że jego nóżki wystają za krawędź fotelika i opierają się o siedzenie. Jeżeli rodzice są osobami przeciętnego wzrostu, a waga i wzrost dziecka oscylują w okolicach połowy siatek centylowych lub powyżej – najpewniej już w okolicach 4-5 miesiąca zauważymy, że nóżki dziecka wystają poza krawędź fotelika. Bądźmy spokojni – fotelik „działa” w tej sytuacji nadal prawidłowo. Długość dziecięcych nóg nie ma tutaj znaczenia, istotna jest długość tułowia. Fotelik jest odpowiedni tak długo, jak głowa dziecka nie wystaje poza górną krawędź. Nam, dorosłym, pozycja z nogami opartymi o siedzenie i nawet lekko z tego powodu podkurczonymi może wydawać się dziwna lub wręcz niewygodna – dla dziecka nie ma to znaczenia. Trzecią przesłanką do szybkiego udania się na zakupy jest spostrzeżenie, że pasy uprzęży fotelika nie pozwalają się na dziecku łatwo i poprawnie zapiąć, biorąc też poprawkę na fakt, że z powodu niskiej temperatury dziecko może być ubrane w grubą kurtkę.

Dokonując zakupu kolejnego fotelika (9-18 kg lub 9-25 kg) stajemy już przed możliwością wyboru kierunku, w jakim posadzimy dziecko. Foteliki 0+ zawsze są montowane tyłem do kierunku jazdy. Natomiast kolejne, dla dzieci powyżej 9 kg wagi, są już najczęściej montowane przodem. Zdarzają się jednak modele – i są już one dostępne w sprzedaży w Polsce - fotelików 9-18 kg montowanych tyłem do kierunku jazdy. Ta pozycja, jak już wielokrotnie wspominaliśmy, jest najbezpieczniejsza dla dziecka w przypadku kolizji.
Kupując nowy fotelik zwróćmy uwagę przede wszystkim na możliwość sztywnego, stabilnego zamocowania go na tylnej kanapie – tam bowiem montujemy fotelik (niezależnie od tego, czy model zakłada montaż tyłem czy przodem do kierunku jazdy). Prawidłowo osadzony fotelik powinien siedzieć mocno jak przybetonowany. Zamocowanie fotelika musimy koniecznie przećwiczyć przed zakupem. Przymierzmy dziecko do fotelika – pasy powinny dać się mocno zacisnąć, a ich mocowanie wykluczać przypadkowe wypięcie się przez dziecko. Przydatna jest możliwość opuszczenia fotelika do bardziej poziomej pozycji, kiedy dziecko zaśnie w podróży. Zwróćmy uwagę na pasy uprzęży przytrzymujące dziecko – stosowany u noworodków i mniejszych dzieci system pasów 3-punktowych dla większych dzieci jest uważany za niebezpieczny, zwłaszcza w przypadku fotelików mocowanych przodem do kierunku jazdy. Specjaliści mają też uwagi co do systemów 3-punktowych z barierką lub osłoną T. Za najbezpieczniejszą uznaje się uprząż 5-punktową, w której dwa pasy obejmują barki, dwa pasy miednicę dziecka, a piąty pas, zakończony zamkiem do wpięcia klamer, przeciągnięty jest między nogami dziecka. Dzięki możliwości niezależnej regulacji można dostosowywać uprząż do dziecka, fotelik będzie „rósł” razem z naszym maluchem.

Po półtorej godziny śpiewania Pszczółki Mai w wersji country, Pszczółki Mai w wersji metal, Pszczółki Mai w wersji disco polo, we wszystkich stylach i na wszystkich tonacjach, Kacperek wreszcie zasnął i jakoś dojechaliśmy...
Michał, tata Kacpra

Jeśli nasze dziecko wyrosło z fotelika 0+ i przesiadło się do większego, jest już najpewniej małym człowiekiem z ukształtowaną psychiką, ma swoje preferencje i możemy stwierdzić, że zdążyło już odkryć ten koszmar zwany nudą. Czasy, w których nasz maluch zasypiał po pięciu minutach, ukołysany odgłosem silnika naszego auta, odeszły w niepamięć... Teraz dziecko chwilę ponapawa się faktem, że jedzie gdzieś razem z rodzicami, popatrzy przez okno, ale nie minie godzina, a będziemy musieli zapewnić mu rozrywkę – inaczej może się zdarzyć, że protest znudzonego dziecka zatrzyma w miejscu naszą wyprawę.
Jako rodzice znamy najlepiej nasze dzieci – i najlepiej wiemy, co umili dziecku podróż. Może to być pluszowa kierownica, dzięki której dziecko też będzie „kierować” autem, ulubione piosenki puszczane z płyty lub śpiewane przez rodziców, książeczka lub atrakcyjna zabawka. Miejmy kilka opcji w odwodzie, na wypadek gdyby poprzednia się znudziła. Koniecznie zaopatrzmy się w wodę w butelce lub kubku-niekapku, którą będzie można podać spragnionemu maluchowi. Zwracajmy baczną uwagę na dziecko, które je lub pije w czasie jazdy! Najlepszym rozwiązaniem jest krótki postój, podczas którego malec będzie mógł napić się i najeść.
Pamiętajmy też, że pomimo iż nasze dziecko urosło, nadal w mocy pozostaje zalecenie pediatrów o nieprzekraczaniu 2 godzin nieustannej podróży w foteliku. Po tym czasie zatrzymajmy się na pół godziny i pozwólmy dziecku „rozprostować kości”.

Mały człowiek na spacerze


Zakup wózka dla dziecka to obecnie wielkie wyzwanie. Bez względu na to, czy chodzi o wózek głęboki, czy też spacerówkę. Na rynku przecież dostępnych jest tyle modeli, kolorów. Aż się w głowie kręci od tego. Dla mnie, jako matki i kobiety ważne przede wszystkim było to, czy wózek łatwo się prowadzi i czy jest o ciężki. Chodniki są, jakie są, a podjazdy... no cóż. Cena oczywiście też grała rolę i wrażenie optyczne. Niemniej jednak najważniejsze było to, czy jeżeli udam się na spacer z dzieciaczkiem, to bez problemu pokonam wybraną przez siebie trasę.
Ewa, mama Julii i Jurka

Kiedy zmienić wózek z gondolą – pierwszą limuzynę naszego malucha – na wózek spacerowy? Uzależnione jest to od dwóch rzeczy – wieku, wzrostu i stopnia rozwoju naszego dziecka oraz od... pory roku. Dziecko jest gotowe do jeżdżenia w spacerówce w momencie, w którym już pewnie siedzi, więc w większości przypadków około 10-11 miesiąca życia należy zacząć się przymierzać do tego zakupu. Jeżeli jednak ten okres wypadł akurat w ostrej zimie, a nasze dziecko mieści się jeszcze w gondoli i lubi w niej leżeć– odłóżmy bez żalu zakup na jakiś czas. W gondoli maluch jest po prostu lepiej chroniony przed niekorzystną aurą.
Zmiana wózka na spacerówkę to dla malucha wielkie wydarzenie – wykazuje już wielką ciekawość otaczającym go światem, a z pozycji półsiedzącej może go lepiej obserwować . Decydując się na konkretny model, wybierzmy taki, w którym dziecko będzie mogło zapoznawać się ze światem w wygodnej, dostosowanej do jego wieku i rozwoju oraz bezpiecznej pozycji, który posłuży dziecku dłużej i który nie przysporzy nam, rodzicom, problemów w obsłudze i utrzymywaniu go w czystości.
Bezwzględnie kupujemy wózek, który posiada atest bezpieczeństwa – oznaczenie B w trójkącie.. Niezbędnym wyposażeniem spacerówki są pasy, w których zapinamy dziecko. Regulowana długość pozwala nam na dostosowanie ich do wzrostu naszego malucha, także ubranego w grubą zimową kurtkę. Zapinajmy dziecko za każdym razem, gdy wkładamy je do wózka – kilkumiesięczny maluch jest już mocno ruchliwy i szybko potrafi zsunąć się z wózka na ziemię.
Przy wyborze spacerówki warto zdecydować się na model ze skrętnymi przednimi kołami i z blokadą tej funkcji – po prostu łatwiej nim manewrować w wąskich miejscach, a blokada umożliwia wygodne prowadzenie wózka na „długich prostych”. Korzystna może być opcja regulacji oparcia i podnóżka, która pozwala na opuszczenie dziecka do pozycji leżącej lub półleżącej. Choć nie jest noworodkiem przesypiającym większość dnia i z zaciekawieniem obserwuje świat, nasz maluch jeszcze chętnie zapada w drzemki i podczas spaceru może zasnąć – zadbajmy, aby było mu wtedy wygodnie.
Tak samo jak w przypadku gondoli, należy zwrócić uwagę na to, czy wózek lekko się składa i czy zmieści się w bagażniku naszego auta. Zaopatrzmy się też w dodatkowy oprzyrządowanie wózka, jeśli nie jest dołączane do naszego modelu – śpiwór, parasolka czy torba mocowana na wózku na pewno się przydadzą.
Tym razem na zakupy warto wybrać się z dzieckiem i w sklepie „przymierzyć”, czy dziecku jest w wybranym modelu wygodnie i czy pasy dają się łatwo zapiąć.
Może nas zmartwić wrażenie, że w porównaniu z gondolą spacerówką mocniej „trzęsie” podczas jazdy. Nie ma w tym nic złego – spacerówki w większości posiadają słabsze amortyzatory niż wózki gondolowe, ponieważ korzystające z nich dzieci nie potrzebują aż tak wielkiej ochrony przed wstrząsami.

Mały cyklista

Nie mogłem się doczekać na naszą pierwszą wycieczkę, chcę pokazać Marysi te wszystkie miejsca, do których dotąd jeździłem sam.
Błażej, tata Marysi


Pojawienie się w rodzinie dziecka to zawsze rewolucja dla jego rodziców. Przemeblowaniu ulega całe życie i czasami z nostalgią wspominamy okres „przed dzieckiem”, w którym swoje hobby realizowaliśmy pełną parą. Nasze dziecko jednak rośnie i jeśli jego rozwój i stan zdrowia oraz rodzaj naszego hobby na to pozwala – nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy powoli zaczęli wprowadzać malucha w nasze ulubione sposoby spędzania wolnego czasu. Jesteśmy pierwszymi przewodnikami naszego dziecka po świecie – oprowadzajmy je po nim mądrze, z zachowaniem względów bezpieczeństwa i odpowiednio do jego wieku. Pamiętajmy, by nic nie robić na siłę. Na wszystko przyjdzie odpowiedni czas. Pokażmy najpierw naszemu dziecku piaskownicę i okolice naszego domu. Później – jeśli zdrowie i stopień rozwoju naszego dziecka na to pozwala – przyjdzie czas najpierw na krótsze, a potem dopiero dalsze wycieczki.

Jednym z hobby, którego nie da się pogodzić z noworodkiem, jest jazda na rowerze. Nie ma możliwości, abyśmy przewozili bezpiecznie 1-miesięczne dziecko rowerem. Wożenie dziecka przez rowerzystę w nosidle lub chuście, co zdarza się czasami zaobserwować na polskich ulicach, jest skrajnie nieodpowiedzialne i grozi wypadkiem. Niezależnie od naszego zapalenia do dwóch kółek – poczekajmy, aż nasz maluch będzie samodzielnie siedział i sprawmy mu odpowiednie krzesełko rowerowe, dostosowane do modelu naszego roweru i wieku dziecka.

Jako pierwsze krzesełka (na ogół do 15 kg wagi) sprawdzają się modele montowane na ramie roweru lub na kierownicy. Dziecko podróżuje wówczas bezpiecznie pomiędzy naszymi ramionami, wystarczy, że odchyli głowę i może zobaczyć twarz rodzica – dzięki temu jest spokojniejsze i czuje się bezpieczniej. Jeżeli nasz rower nie posiada ramy, lub jeżeli prowadzący rower rodzic jest osobą o ponadprzeciętnym wzroście – zdecydujmy się na krzesełko montowane na kierownicy. Dzięki takiemu mocowaniu jazda dla rodzica jest bardziej komfortowa, gdyż podczas jazdy kolana nie kolidują z krzesełkiem i nie ma konieczności pedałowania „okrakiem”.

Krzesełka montowane na ramie mogą mieć wysokość pokrywającą całe plecy dziecka, modele zakładane na kierownicę sięgają do połowy wysokości pleców dziecka. Musimy więc przy wybraniu tego typu modelu liczyć się z tym, że pozbawione pełnego oparcia dziecko, jeśli zdarzy mu się zasnąć, zacznie przechylać się bezwładnie w jedną stronę, co może zachwiać równowagę podczas jazdy – dlatego bezwzględnie należy wówczas przerwać wycieczkę, przełożyć śpiące dziecko np. na kocyk rozłożony na trawie  i odczekać, aż skończy swoją drzemkę.

Wybrany przez nas fotelik musi posiadać atesty bezpieczeństwa i bezwzględnie powinien posiadać pasy, w które zapinamy dziecko – z klamrą na tyle mocną, by nie rozpięła się podczas wstrząsów spowodowanych choćby podjechaniem na krawężnik czy manipulowaniem przy niej przez dziecko. Pasy musimy wyregulować przed każdą jazdą, by dały się zapiąć mocno. To bardzo ważne – dziecko może być różnie ubrane i pas wyregulowany na dziecku ubranym w gruby polar nie będzie działał prawidłowo, gdy ten polar z dziecka ściągniemy.

Zwróćmy też uwagę na podnóżki, umiejscowione w rynienkach, w których spoczywają nogi malucha – aby dziecko, ruszając się, nie zachwiało równowagi układu. Powinny mieć one możliwość regulowania podpórek, aby stopy dziecka nie zwisały bezwładnie. Wybrane krzesełko koniecznie montujemy na naszym rowerze jeszcze w sklepie przed zakupem – powinno być zamontowane na sztywno i nie przesuwać się nawet minimalnie podczas jazdy.

Wybierając model montowany na ramie lub kierownicy musimy pogodzić się z faktem, że dziecko będzie manipulować po oprzyrządowaniu na kierownicy roweru. Pół biedy, jeśli zainteresuje je dzwonek lub lampka – gorzej, jeśli podczas jazdy przestawi przerzutkę. Niestety, nie ma na to rady, poza zaleceniem ostrożnej i wolnej jazdy, której nie zaburzy nagła zmiana biegów oraz kontrolowaniem poczynań dziecka i tłumaczeniem, dlaczego nie wolno tego robić.

Dziecku koniecznie, na każdą, nawet najkrótszą wycieczkę, zakładamy kask. Nawet jeśli sami nigdy go nie nosiliśmy i nie nosimy dotąd. Osoba dorosła po upadku z roweru – zwykłym wywróceniu się przy podjechaniu pod np. niski próg – zazwyczaj najwyżej nabije sobie siniaka i zedrze skórę. Kościec dziecka jest dużo bardziej delikatny, niewykształcony jeszcze w pełni i niedojrzały – nie zakładając dziecku kasku narażamy je na niebezpieczne urazy głowy. W ofercie producentów znajdziemy odpowiednie modele z regulacją. Dobrze, jeśli kask jest kolorowy i atrakcyjny dla dziecka, bo będzie je chętniej nosiło niż smutno szare modele. Może się zdarzyć, że nasz maluch kasku jednak nie będzie tolerował. Wówczas jedyną możliwością jest powolne przyzwyczajanie malucha do nietypowego nakrycia głowy i – jeśli dotąd ich nie posiadamy – zakupienie kasków także dla rodziców. Istnieje szansa, że dziecko będzie chciało jeździć jak mama i tata.
Pamiętajmy, że dziecko do podróży rowerem musi po prostu dojrzeć, Jeżeli nie siedzi dobrze samo, jeżeli np. ma zbyt słabe napięcie mięśniowe – poczekajmy.

Pewną opcją dla rodziców – cyklistów są też przyczepki rowerowe. Montuje je się za rowerem, dostępne są modele dwu- i trzykołowe. Dziecko jest w nich chronione przed kaprysami pogody. Od 2011 r. polskie prawo dopuszcza przewóz dzieci w atestowanych przyczepkach. Na świecie są one bardzo popularne i dobrze, że Polska dołączyła do państw zachodnich z regulacjami prawnymi... jednak daleko w tyle pozostał stan polskich dróg i ścieżek rowerowych. Równej ścieżki w Polsce można szukać ze świecą i wstrząsy, czasami mocne i gwałtowne, obciążają układ kostny i nerwowy małego dziecka, wykluczając właściwie wygodny przewóz dziecka, choć w przyczepce – teoretycznie – można wozić jeszcze niesiedzące dzieci. Brak sieci ścieżek rowerowych powoduje, że najpewniej na wycieczce trochę pojedziemy ścieżką, ale częściej – za miastem – drogą razem z samochodami i po pełnej wertepów miedzy. W pierwszym przypadku jest to niebezpieczne i po prostu mało przyjemne dla dziecka w przyczepce, w drugim nasza przyczepka może się po prostu zakopać w dziurze.
Jeśli decydujemy się na wycieczkę z dzieckiem w przyczepce, najlepiej, by druga osoba jechała za rowerem z przyczepką, kontrolując sytuację malucha. Przyczepki wyposażone są w pasy i bezwzględnie powinniśmy z nich korzystać.

Niezależnie od tego, czy wybraliśmy przyczepkę czy krzesełko rowerowe, pamiętajmy o jednym. Choć może to zabrzmieć banalnie – nasze dziecko jest dzieckiem, nie dorosłym. Ma odmienne potrzeby i reakcje. Zanim dorosły cyklista zdąży się „rozkręcić”, dziecko już będzie zmęczone. Siedząc w krzesełku lub przyczepce nie może być w pełni aktywne. 15-20 minutowa przejażdżka będzie dla małego dziecka atrakcją. Dłuższa stanie się szybko męczarnią przymusowego uwięzienia w wymuszonej pozycji.
- Dziecko rozwija się w sposób ciągły i ma dużą potrzebę ruchu – zwraca uwagę dr Adriana Pietraszkiewicz z Fundacji „Promyk Słońca”. - Długotrwałe przebywanie w jednej pozycji je męczy i nie jest wskazane. A więc – krótkie przejażdżki rowerowe i nie za często.

Z rodzicami w góry

Podsumowując: dziecko, nosidło i rzeczy dziecka, ubranka, pieluszki, butelka, ulubiony krokodyl maskotka – to razem jakieś 16-17 kilogramów. Jasna sprawa, że dziecku musi być wygodnie. Ale przy takim ciężarze mi także musi być wygodnie, w końcu to ja awansowałem na tragarza.

Błażej, tata Marysi


Najbardziej zacięci rodzice globtroterzy zapewne dadzą radę przetoczyć wózek dziecięcy po tych nielicznych górskich szlakach, które są – mniej-więcej – równe. Jednak planując wypad w góry, lepiej zaopatrzyć się w nosidło, które pozwoli nam być bardziej niezależnymi od stopnia nachylenia i przygotowania szlaków.

Do każdego typu nosidła mały pasażer koniecznie musi już umieć siedzieć, jednak nawet wtedy nie może spędzać w nim wielu godzin. Przebywanie w takiej pozycji jest zbyt dużym obciążeniem dla jego kręgosłupa i może spowodować wady postawy, które ujawnią się w przyszłości. Na wycieczki górskie z nosidłem zdecydowanie najlepiej wybierać się, gdy dziecko oprócz siedzenia potrafi też chodzić. Wybieramy wówczas odpowiednią, łagodną trasę, której część dziecko może pokonać na własnych nogach, a gdy się zmęczy, wkładamy je do nosidła.

Kiedy planujemy wypad w góry najlepszą opcją jest turystyczne nosidło ze stelażem. Kupując je poświęćmy szczególną uwagę jego wadze i systemowi nośnemu. Nosidło powinno posiadać wewnętrzne pasy bezpieczeństwa, być względnie lekkie, a jego system nośny powinien dać się dostosować do wzrostu osoby noszącej. Wysokość uprzęży oraz pas biodrowy powinny być regulowane, a pas piersiowy i szelki szerokie – to pozwoli nam na komfortowe pokazywanie naszemu maluchowi uroków górskich szlaków. Warto zakupić też takie nosidło, które posłuży nam dłużej, a więc da się dostosować do rosnącego szybko dziecka – pozwolą na to regulowanie pozycji siedziska – jego wysokości i szerokości. Pamiętajmy o tym, by przed wyruszeniem ponownie wyregulować pasy – maluch w kurtce będzie potrzebował więcej luzu niż to samo dziecko w cienkiej koszulce. Cennym dodatkiem może być poduszeczka z przodu – pozwoli ona oprzeć wygodnie głowę, gdy mały turysta znuży się wędrowaniem i przyśnie. Dziecko w dłuższej trasie powinno mieć możliwość oparcia na czymś stóp – i w sklepie przed zakupem powinniśmy przetestować, czy nasz model to umożliwia. Dobrze, jeśli nosidło posiada dodatkowo komorę bagażową – zapakujemy do niej wszystkie niezbędne dziecku rzeczy. Cennymi dodatkami są też: daszek osłaniający dziecko przed słońcem i folia przeciwdeszczowa, a także składana podpórka, dzięki której na postojach możemy zdjąć nosidło i postawić je bezpiecznie na ziemi. W dobrze dobranym nosidle nasz maluch może zwiedzać świat nawet do 3. roku życia.

oprac. Dagmara Adwentowska