W leczeniu autyzmu większość metod jest mało efektywnych

Jedynie 30 proc. metod edukacyjno-terapeutycznych stosowanych w leczeniu autyzmu ma potwierdzoną efektywność. Spośród nich niemal wszystkie wywodzą się z psychologii behawioralnej - twierdzą zajmujący się tym schorzeniem psychologowie.

Na temat efektywnych metod oddziaływania w przypadku autyzmu będą dyskutować specjaliści z Polski i zagranicy podczas dwudniowego VIII Sympozjum Naukowego Polskiego Towarzystwa Psychologii Behawioralnej, które w sobotę rozpoczyna się w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.

- Z opublikowanego w 2009 r. raportu Narodowego Centrum Autyzmu w USA wynika, że udowodnioną efektywność ma tylko 30 proc, metod edukacyjno-terapeutycznych – powiedziała dr Monika Suchowierska z warszawskiej SWPS. 60 proc. terapii wykazuje jedynie obiecujące działanie, ale za mało jest jeszcze dowodów, by można było w pełni im ufać.

Dodała, że pozostałych 10 proc. metod nie badano, nic zatem nie wiadomo o ich efektywności. - W leczeniu autyzmu wykorzystuje się też metody, które są wręcz szkodliwe, jak terapia chelatacyjna polegająca na usuwaniu z organizmu chorego trujących metali ciężkich oraz podawanie hormonów czy megadawek witamin – podkreśla dr Suchowierska.

Wszelkie niesprawdzone terapie bazują na tym, że nie wszystko jeszcze wiadomo o autyzmie, np. co powoduje to zaburzenie i dlaczego głównie chorują chłopcy. Rozwija się w okresie życia płodowego i jest związane z mutacjami genetycznymi oraz nieprawidłowościami w funkcjonowaniu mózgu, a także pewnymi, jeszcze nieznanymi, czynnikami środowiskowymi. Ale nie powstaje dopiero po urodzeniu dziecka.

- Nie prawdą jest zatem, że na autyzm częściej chorują dzieci tzw. zimnych matek, chłodnych emocjonalne i wobec nich zdystansowanych - powiedziała dr Suchowierska. Błędne jest też przekonanie niektórych rodziców, że ryzyko autyzmu zwiększają szczepienia.

Dziecko autystyczne przez pierwsze 18. miesięcy życia może sprawiać wrażenie, że rozwija się normalnie. Dopiero potem stosunkowo gwałtownie następuje regres. Dlatego choroba najczęściej wykrywana jest około 2. roku życia dziecka, gdy rodzice zauważają, że komunikowanie się z nim jest mocno zakłócone.

W tym wieku maluch powinien przynajmniej wypowiadać pierwsze słowa, tymczasem nie posługuje się nawet gestami. Nie sygnalizuje swych potrzeb i ma niewielki kontakt z otoczeniem. Rodzice sądzą, że dziecko jest głuche i domagają się badania słuchu. u dzieci z autyzmem nie występują jednak zaburzenia słuchu.

U 30-50 proc. maluchów chorych na autyzm nie rozwija się mowa. Gdy choroba zostanie wykryta zbyt późno, dopiero po 5. roku życia, można się z nim komunikować jedynie przy użyciu obrazków lub języka migowego.

„Bardzo ważne jest, by wykryć autyzm jak najwcześniej, gdy są większe możliwości stymulowania rozwoju dziecka” - podkreśla dr Suchowierska. Jest wtedy większa szansa, że w wieku dorosłym będzie ono samodzielne.

Na co zatem warto zwrócić uwagę?

Pierwsze objawy autyzmu mogą się pojawić już w 3-4 miesiącu życia gdy niemowlę bardziej interesuje przedmiotami niż otaczającymi go ludźmi. Już w pierwszych miesiącach życia wykazuje także upośledzony kontakt wzrokowy. W kolejnych dwóch miesiącach nie próbuje zwracać uwagi dorosłego na to co je interesuje, np. na jakiś przedmiot, nazywane „wspólnym polem uwagi”. Nie reaguje również na swoje imię.

Chore na autyzm dziecko nie musi być upośledzone umysłowo. Tak jest jedynie w przypadku 40 proc. z nich. - Dawniej sądzono, że nawet 80 proc. dzieci autystycznych jest upośledzonych, ale wynikało to z błędnej diagnostyki. Zaliczano do nich maluchy, które były upośledzone, ale nie miały autyzmu – twierdzi dr Suchowierska.

Dr Suchowierska podkreśla, że obecny stan wiedzy pozwala nam stwierdzić, że najskuteczniejszą pomocą dzieciom z autyzmem są oddziaływania oparte na stosowanej analizie zachowania, czyli terapia behawioralna.

oprac. DA
PAP - Nauka w Polsce