Już blisko 40 dzieci zoperowano w Bytomiu w łonie matki

Już blisko 40 dzieci zostało zoperowanych w Polsce w łonie matki. Jedyny w kraju ośrodek przeprowadzający obecnie takie operacje to Katedra i Oddział Kliniczny Ginekologii, Położnictwa i Ginekologii Onkologicznej w Szpitalu Specjalistycznym nr 2 w Bytomiu.

Wskazaniem do operowania dziecka w łonie matki jest rozszczep kręgosłupa z przepukliną oponowo - rdzeniową. W ocenie bytomskich specjalistów, przeprowadzone dotychczas operacje spełniają swój cel, zmniejszając znacząco ryzyko wodogłowia dzieci i konieczność implantowania do główki dziecka zaraz po urodzeniu układu zastawkowego. O pierwszych wynikach badań poinformowali PAP.

- Układ zastawkowy trzeba było implantować tylko u 29 proc. dzieci operowanych u nas w łonie matki. W przypadku dzieci leczonych tradycyjnie, po urodzeniu, to ponad 80 proc. - powiedziała neonatolog dr Gabriela Ziomek.

- Dzięki operacjom u tych dzieci rzadziej występuje aktywne wodogłowie, a także wydłuża się czas, kiedy implantacja zastawki jest konieczna. Żadne z operowanych w łonie dzieci nie miało wykonanej zastawki w okresie noworodkowym, w pierwszych 28 dniach życia. Najwcześniej zastawka była zakładana w 30 dniu życia, najpóźniej w 172 dniu. Przy leczeniu tradycyjnym, czyli chirurgicznym, jest to nieraz konieczne w pierwszych 10 dobach życia dziecka, nieraz do 48 godziny życia, co zwiększa ryzyko powikłań u noworodka - dodała.

Operacje są w Bytomiu wykonywane między 22 a 27 tygodniem ciąży, najwięcej przeprowadzono między 24 a 26 tygodniem ciąży. Aby zabieg był możliwy, matka musi być zdrowa, trzeba też wykluczyć inne ciężkie wady płodu. - Niestety, wiele kobiet, które mogłyby przejść te operacje, nie trafia do nas, lub trafia zbyt późno. Brakuje świadomości wśród lekarzy i pacjentek. Tymczasem są one szansą na lepsze życie dzieci - powiedziała ordynator bytomskiego oddziału ginekologii i położnictwa prof. Anita Olejek ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jak poinformowała, w Polsce rodzi się rocznie ok. 700 dzieci z przepukliną oponowo-rdzeniową na różnej wysokości kręgosłupa. Prof. Olejek podkreśliła, że obecne wyniki polskich badań - choć na mniejszej liczbie dzieci - są nawet bardziej obiecujące, niż amerykańskie. W Stanach Zjednoczonych zastawki trzeba wszczepiać blisko połowie operowanych w łonie dzieci. Wyniki amerykańskiego badania pod nazwą "Moms Trial" zostały opublikowane w "New England Journal od Medicine".

- To bardzo ważne badanie, na wyniki czekał cały świat. Potwierdziły one niewątpliwe korzyści prenatalnego leczenia przepukliny oponowo-rdzeniowej. Amerykanie planowali przebadanie grupy 200 dzieci i - co bardzo znamienne - zakończyli próbę na ocenie 153, ponieważ korzyści dla dzieci były tak spektakularne, że nie było potrzeby dalszego przedłużania badań. Odsetek przypadków wodogłowia wymagającego leczenia po urodzeniu był mniejszy, a rozwój psychomotoryczny dzieci operowanych w łonie matki jest znacznie lepszy - podkreśliła prof. Olejek.

Rozszczep kręgosłupa z przepukliną oponowo - rdzeniową to wada wrodzona, powstająca ok. czwartego tygodnia życia płodowego. Rdzeń kręgowy nie zamyka się w życiu płodowym, nie pokrywa się mięśniami i skórą. Pozostaje odsłonięty i rozwija się przez to nieprawidłowo, bo opływający go płyn owodniowy uszkadza zakończenia nerwowe.

Zazwyczaj operuje się tę wadę u dzieci zaraz po urodzeniu. Lekarze przykrywają rdzeń kręgowy, zapobiegając w ten sposób infekcji, która mogłaby szybko doprowadzić do śmierci dziecka. Zmian, które nastąpiły w rdzeniu kręgowym w życiu płodowym nie potrafią jednak uleczyć.

Dzieci z tą wadą cierpią później na wodogłowie i porażenie nóg, często połączone z deformacjami. Wodogłowie grozi upośledzeniem umysłowym. Tkanka mózgowa nie ma miejsca, żeby się rozwijać, bo uciska ją nadmiar płynu mózgowo - rdzeniowego. Dlatego pacjentom wszczepia się układ zastawkowy, który drenami odprowadza nadmiar płynu do otrzewnej, skąd jest dalej wydalany. Przy właściwym leczeniu wodogłowia możliwa jest pełna sprawność umysłowa pacjenta.

Efektem rozszczepu kręgosłupa jest też zawsze porażenie zwieraczy, czyli niezdolność trzymania stolca i zaburzenia w oddawaniu moczu - nietrzymanie lub niebezpieczne dla nerek blokowanie oddawania moczu. Operacje i badania trwają na razie za krótko, aby powiedzieć, czy w przyszłości dzieci operowane w łonie będą kontrolowały oddawanie stolca i moczu czy nie. Na podstawie obserwacji dzieci, które przeszły już zabiegi, lekarze określają wyniki jako "obiecujące".

Jak mówi dr Ziomek, to, w jakim stopniu operacje przeprowadzane w łonie poprawiają sprawność nóg, wymaga dalszej obserwacji. Na pewno dzieci muszą być jednak intensywnie rehabilitowane.

Podczas operacji ginekolog nacina macicę w miejscu gdzie znajduje się rozszczep tak, by był on dobrze widoczny dla chirurga dziecięcego. Po przykryciu i zaszyciu rdzenia płodu, zszywana jest macica matki. Ze względu na specyficzne środowisko wewnątrz macicy, po urodzeniu blizna na ciele dziecka jest niewielka.

Lekarze przyznają, że zabiegi wiążą się z pewnym ryzykiem - grożą przedwczesnym porodem, obciążeniem dla matki są z kolei dwie operacje w przeciągu kilku miesięcy, ponieważ wszystkie dzieci z rozszczepem kręgosłupa rodzą się drogą cięcia cesarskiego.
- Jednak nasze obserwacje, podobnie jak doniesienia amerykańskie nie odnotowują poważnych obciążeń dla matki. Dziecku grozi głównie wcześniactwo. Dlatego rodzice otrzymują dokładne informacje o potencjalnych korzyściach i ryzyku - podkreśla prof. Olejek.

- Operacje dzieci w łonie matki zmieniły nasze myślenie o losach dzieci obarczonych poważnymi nieprawidłowościami. Możemy je leczyć skutecznie przed urodzeniem. W większości krajów Europy Zachodniej dotychczas proponowano matce aborcję. Takie zabiegi dają matce możliwość wyboru, a dziecku szansę na lepsze życie - mówi prof. Anita Olejek.

oprac. DA
PAP - Nauka w Polsce, Anna Gumułka