Jak kształtować wśród uczniów postawy otwartości wobec niepełnosprawności?


Autor: Ewa Materka, psycholog, Zespół Szkół nr 11 we Wrocławiu

Poniższy artykuł  stanowi rezultat moich przemyśleń i refleksji wynikających z praktyki zawodowej, ma też oparcie w literaturze przedmiotu i wynikach badań empirycznych.


Wspólna edukacja uczniów zdrowych i niepełnosprawnych stanowi wyzwanie dla wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób związani są z oświatą. Lata 90. upowszechniły ideę integracji, w tym czasie wprowadzono bowiem przepisy prawne umożliwiające takie rozwiązania. Dokonała się ewolucja w zakresie dostępnych form kształcenia uczniów niepełnosprawnych i sposobów decydowania o tym, z jakiej formy kształcenia uczeń powinien korzystać.
Wprowadzenie rozwiązań prawnych było bardzo istotne. Spowodowało bowiem, że to co było przywilejem nielicznych – bo tylko niektóre dzieci niepełnosprawne przy determinacji rodziców, dobrej woli nauczycieli i sprzyjających uwarunkowaniach kontekstowych trafiały do szkół masowych - stało się dostępne dla wszystkich dzieci. Zmiany przepisów spowodowały, że dzieci zdrowe i niepełnosprawne spotkały się w szkole na zasadzie równej pozycji. Psychologowie społeczni wiedzą od dawna, że zmiany w zachowaniu mogą powodować zmianę postaw. Ta i inne sytuacje dotyczące stereotypów i uprzedzeń pokazują, że ustawy mogą zmienić obyczaje, że można w drodze ustawodawczej zmienić moralność. Oczywiście nie bezpośrednio, lecz za pośrednictwem kontaktów, utrzymywanych na zasadzie równej pozycji obu stron. „Jeśli grupy ludzi – różnych od siebie – mogą się spotykać na zasadzie równości pozycji, to będą miały szanse lepszego poznania się”(E. Aronson).
Oczywiście rozwiązania legislacyjne muszą zostać wypełnione codzienną pragmatyką. Dlatego działania ukierunkowane na zwiększenie skuteczności integracji powinny być prowadzone na trzech poziomach: oddziaływania skierowane na nauczycieli, rodziców i uczniów. Poziom czwarty to oddziaływania na kontekst społeczny, ale ta problematyka wykracza poza ramy tego artykułu.
Nasz niepokój budzi to, co nowe, nieznane, „nieoswojone”. Dlatego tak ważne jest, aby proces integracji rozpoczynał się jak najwcześniej, aby dzieci miały możliwość bycia razem, poznawania się, odkrywania tego, co łączy, przy uwzględnianiu różnic jako czynnika wzbogacającego kontakty międzyludzkie.

Nauczyciele

Proces pozytywnych zmian, związanych ze wspólnym uczeniem dzieci zdrowych i niepełnosprawnych, musi rozpocząć się od akceptacji tego stanu rzeczy przez nauczycieli. Pomocne może być uświadomienie sobie przez nauczyciela nieuchronności takich rozwiązań. Ewolucję przeżyć emocjonalnych można wówczas opisać na kontinuum: od pytania „Czy to są na pewno dobre rozwiązania? Czy to dziecko musi być w mojej klasie?” do „Skoro tak jest, to czego muszę się dowiedzieć i nauczyć, aby skutecznie pomagać wszystkim dzieciom?”. Im szybciej nauczyciele uświadomią sobie, że integracja jest nieunikniona, tym wcześniej ich negatywne postawy zaczną się zmieniać. Tak więc to, co może i powinien zrobić nauczyciel, to starać się zadbać, aby być przygotowanym do wspomagania rozwoju każdego dziecka, bez względu na rodzaj jego wyzwań rozwojowych.

Przyjmuje się, że kwalifikacje to dokument urzędowy, na którym zapisano nasz tytuł czy stopień naukowy. Można mieć kwalifikacje potwierdzone dyplomem a nie mieć kompetencji, czyli tak naprawdę nie być dobrym specjalistą w swojej dziedzinie. Praca nauczyciela jest pewnym zobowiązaniem. To zobowiązanie dotyczy oczywiście wiedzy – profesjonalizmu zawodowego, ale również zaangażowania i tego „czegoś” – tego, jaką jestem osobą. Trzeba lubić dzieci, wierzyć w ich potencjał i poszukiwać skutecznych sposobów wspierania ich w rozwoju.

Nauczyciel ma istotny wpływ na to, jak dziecko postrzega siebie i jak się czuje w relacji z nim i z innymi dziećmi, bowiem każdy akt komunikacji nauczyciel – uczeń albo wzmacnia, albo osłabia wiarę dziecka we własne siły.
Integracja jest procesem mentalnym, rozpoczynającym się w umyśle człowieka, a wyraża się w praktycznej realizacji przekonania, że przyznaję takie same prawa sobie i innym, bez względu na dzielące nas różnice. Integracja to również więź społeczna, przynależność do grupy, poczucie, że jest się częścią zespołu, że jest się akceptowanym. Tak rozumiana integracja nie dzieje się poprzez samo połączenie uczniów zdrowych i niepełnosprawnych – wymaga świadomych, przemyślanych oddziaływań wychowawczych rozumianych jako proces a nie incydentalne działania. Trzeba uczyć się cierpliwości, szacunku, odkrywania tego, co łączy przy świadomości odmiennego czasem odbierania świata czy radzenia sobie w sytuacjach społecznych. Integracja to uczenie się od siebie nawzajem – poznawanie siebie i innych. Nie da się tego osiągnąć bez odpowiedniej kadry pedagogicznej szkoły, bowiem efekty w kształceniu integracyjnym w dużej mierze zdeterminowane są postawą i zaangażowaniem nauczycieli. Nauczyciel pełni tu ważną rolę moderatora zachowań, to w dużej mierze jego postawa determinuje sposób odnoszenia się uczniów do siebie nawzajem. Szczególne znaczenie ma postawa nauczyciela przy kreowaniu zachowań wobec uczniów z niepełnosprawnością. To nauczyciel bowiem pokazuje, jak trzeba się zachować, jak pomagać, jak organizować zabawę.

Nauczyciel też potrzebuje wspomagania – możliwości rozładowania napięć, wsparcia merytorycznego, regeneracji sił. Samopoczucie nauczyciela, jego energia w relacji nauczyciel - uczeń jest bezcenna, bo jest dawana uczniowi.

Rodzice

Rodzice dzieci niepełnosprawnych

Rodziców dzieci niepełnosprawnych do idei integracji przekonywać nie trzeba, bo to w dużej mierze oni właśnie byli inicjatorami przemian oświatowych. Zgodnie z przepisami oświatowymi dzieci niepełnosprawne mogą się uczyć w szkołach ogólnodostępnych, integracyjnych i specjalnych (o ile istnieje taka szkoła dla dziecka z określoną dysfunkcją).

Rodzice dzieci z dysfunkcjami w różnych sferach zdrowia i rozwoju poszukują takiej możliwości kształcenia swoich dzieci, gdzie proces dydaktyczno- wychowawczy będzie dostosowany do potrzeb ich dziecka. Niejednokrotnie wzbraniają się oni jednak przed posłaniem dziecka do szkoły specjalnej, gdzie kształci się dzieci z określonego rodzaju niepełnosprawnością. Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka, m.in. rodzice obawiają się, że uczęszczanie dziecka do szkoły specjalnej może się wiązać z naznaczeniem społecznym w postaci etykietowania czy stygmatyzacji dziecka. W przekonaniu rodziców ukończenie przez dziecko szkoły specjalnej znacznie ogranicza mu możliwość dalszej edukacji, zdobycia zawodu i znalezienia pracy. Dla dużej grupy rodziców ważne jest też dążenie do asymilacji dziecka ze środowiskiem zdrowych rówieśników oraz stymulacja rozwoju.
Dla wielu rodziców najatrakcyjniejszą formą kształcenia ich dzieci wydaje się być  kształcenie integracyjne. Rodzice dzieci niepełnosprawnych oczekują, że szkoła integracyjna skutecznie zaspokoi potrzeby ich dzieci – edukacyjne, terapeutyczne, ale też społeczne i psychiczne.
Zdarza się, że oczekiwania rodziców, biorąc pod uwagę problemy rozwojowe ich dziecka, są czasem nierealistyczne. Nie uwzględniają one bowiem ograniczeń i deficytów, które mogą znacząco utrudniać dziecku funkcjonowanie poznawcze, społeczne i emocjonalne. Dlatego zadaniem nauczycieli i specjalistów jest znalezienie porozumienia z rodzicami, określenie wspólnych celów i sposobów, jakimi chce się je osiągnąć. Czasem jest to trudna praca terapeutyczna, wzbudzająca silne emocje, wymagająca negocjacji i nowego spojrzenia na wyzwania. Jednak udzielenie dziecku optymalnej pomocy możliwe jest przy dobrze układającej się współpracy z rodzicami. Warto podejmować trudne rozmowy, jeśli ich efektem może być poprawa sytuacji dziecka.

Rodzice dzieci zdrowych

Klasy integracyjne są mniej liczne, uczy się w nich od 15 do 20 dzieci, w tym do 5 dzieci niepełnosprawnych. W klasach integracyjnych pracuje dwóch nauczycieli – nauczyciel wiodący, czyli dydaktyk, oraz nauczyciel wspomagający, którym z reguły jest pedagog specjalny. Jest on współorganizatorem procesu edukacyjnego wobec poszczególnych uczniów niepełnosprawnych, ale ma też zadbać o stworzenie w szkole takich warunków, aby uczniowie ci mogli w pełni zaistnieć w jej  społeczności. To zadanie wiąże się z kreowaniem postaw, modelowaniem zachowań, dbałością o dostrzeganie i zaspakajanie potrzeb uczniów. Mało liczne klasy i obecność dwóch nauczycieli pozwalają na indywidualizację procesu kształcenia i wychowania wobec wszystkich uczniów w klasie, co doceniają rodzice uczniów zdrowych.
Rodzice dzieci zdrowych czasem obawiają się, że obecność dzieci z dysfunkcjami może wpływać na obniżenie poziomu nauczania, spowolnienie tempa pracy, a prezentowane czasem przez uczniów niepełnosprawnych zachowania trudne mogą dezorganizować przebieg lekcji. Są w tej grupie pojedynczy uczniowie, którzy mają poważne problemy w funkcjonowaniu szkolnym ze względu na dużą impulsywność, nieprzestrzeganie zasad funkcjonowania społecznego, prezentowanie zachowań nieadekwatnych do siły bodźca, również zachowań nieprzewidywalnych – zagrażających zdrowiu własnemu lub innych. Rodzice dzieci zdrowych, deklarując zrozumienie dla trudności dziecka chorego, oczekują jednocześnie, że ich dzieciom szkoła zapewni dobre warunki do nauki. Jest to też w jakimś stopniu pytanie o granice tolerancji – o co mamy prawo prosić rodziców dzieci zdrowych. Nie ma jednej i jedynie słusznej odpowiedzi na to pytanie. Każdorazowo konieczna jest indywidualna analiza sytuacji konkretnego dziecka w kontekście jego sytuacji życiowej, w tym sytuacji w klasie szkolnej. Zadaniem pedagogów jest poszukiwanie i stosowanie takich oddziaływań, aby pomóc dziecku odnaleźć się w rzeczywistości szkolnej. Zdarza się jednak, że udzielenie dziecku skutecznej pomocy wymaga bardziej specjalistycznych oddziaływań terapeutycznych niż jest w stanie zaoferować szkoła. Konieczna jest wówczas współpraca i praca terapeutyczna – zarówno z rodzicami niepełnosprawnego dziecka, jak rodzicami pozostałych dzieci.
Cel działań rodziców i szkoły jest wspólny – wspomóc dzieci w funkcjonowaniu w roli ucznia i na tym powinny koncentrować się obie strony wypracowując wspólny, spójny i dostosowany do potrzeb dzieci system oddziaływań.


Uczniowie

Uczniowie w klasach integracyjnych nigdy nie stanowili grupy homogenicznej, na tym bowiem polega istota integracji, że razem uczą się uczniowie zdrowi i uczniowie z różnego rodzaju niepełnosprawnościami. W początkowym okresie byli to przeważnie uczniowie niepełnosprawni ruchowo, przewlekle chorzy oraz uczniowie z deficytami sensorycznymi. W kolejnych latach coraz liczniejszą grupę stanowić zaczęli uczniowie z deficytami intelektualnymi – do upośledzenia umysłowego w stopniu lekkim oraz z całościowymi zaburzeniami rozwojowymi (autyzmem, Zespołem Aspergera).
Obecnie można zauważyć, że do kształcenia integracyjnego trafiają również uczniowie z zaburzeniami emocjonalnymi i zachowania. Zdarza się również, że do szkoły integracyjnej kierowani są uczniowie upośledzeni umysłowo w stopniu umiarkowanym. Z wypowiedzi pedagogów pracujących w integracji wynika, że szczególne wyzwanie może stanowić kształcenie tych dwóch grup uczniów.

Pojawia się w związku z tym pytanie: Czy dla każdego dziecka niepełnosprawnego, bez względu na rodzaj deficytów utrudniających mu funkcjonowanie w roli ucznia, integracja jest optymalną formą edukacji? Nie ma kryteriów, które jednoznacznie pozwalałyby określić, jaka forma kształcenia będzie dla dzieci z określonego rodzaju dysfunkcjami najlepsza. Każdorazowo jest to indywidualna decyzja, sformułowana po wnikliwej analizie stanu zdrowia dziecka, diagnozy psychologiczno – pedagogicznej, z uwzględnieniem całokształtu sytuacji życiowej dziecka i oczekiwań rodziców. Zespół orzeczniczy w publicznej poradni psychologiczno–pedagogicznej wskazuje, jaka forma edukacji będzie zdaniem specjalistów dla danego dziecka najkorzystniejsza, ale ostateczna decyzja dotycząca wyboru szkoły należy do rodziców.

Stworzenie uwarunkowań prawnych stanowi ważną podstawę w normalizacji kształcenia dzieci niepełnosprawnych. Iluzją jednak byłoby przekonanie, że każda szkoła jest w stanie w tak samo skuteczny sposób sprostać potrzebom edukacyjnym wszystkich dzieci z odchyleniami w stanie zdrowia i rozwoju. Rodzice wiążą z kształceniem integracyjnym ogromne nadzieje, wyrażające się w przekonaniu, że każde dziecko może i powinno uczyć się wraz z pełnosprawnymi rówieśnikami i że w każdym przypadku jest to dla niego najbardziej optymalna forma rozwoju
Praktyka pokazuje jednak, że sytuację każdego dziecka z niepełnosprawnością należy traktować indywidualnie i nie może być tu jedynie słusznych rozwiązań. Tak, jak nie można porównywać potrzeb i możliwości jednej osoby do potrzeb i możliwości drugiej osoby z podobną dysfunkcją, tak samo nie może dominować jeden, i jedynie słuszny, model integracji.


Otwartość na potrzeby innych – klasa szkolna


Edukacja w ogóle, w tym również kształcenie uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, jest próbą poszukiwania takich rozwiązań oraz takich form pracy z uczniami i ich rodzicami, które pozwolą na praktyczną realizację idei równych praw, szanowania tożsamości i indywidualności, wspierania zamiast wyręczania, uczenia bycia z ludźmi i dla ludzi. Kształcenie integracyjne nie stanowi panaceum na wszystkie trudności rozwojowe uczniów, jest jednak przemyślanym rozwiązaniem systemowym. Pozwala bowiem nie tylko na włączenie dzieci niepełnosprawnych do szkół masowych, ale zapewnia im również możliwość uzyskania profesjonalnej pomocy i wsparcia – stosownie do rodzaju ich dysfunkcji.
Przyjmując dziecko do szkoły zawieramy z jego rodzicami rodzaj umowy, której najważniejszym elementem jest zapewnienie mu odpowiednich – z punktu widzenia jego dysfunkcji – form rozwoju. M. Grzywak–Kaczyńska powiedziała, że dziecko nie tylko ma prawo do szkoły, ale również do tego, żeby dobrze się w tej szkole czuło, żeby mu się powodziło w pracy szkolnej. A bycie uczniem to nie tylko przyswajanie wiedzy szkolnej, to również uczenie się bycia z ludźmi i dla ludzi, to bycie osobą umiejącą funkcjonować w różnych rolach społecznych. Dlatego zadaniem nauczycieli jest podjęcie planowych, systemowych działań, które pozwolą na praktyczną realizację idei równych szans.

  • Wzajemne poznanie. Pomocne będą wszystkie ćwiczenia i zabawy, które pozwalają dzieciom lepiej się poznać. Ważne jest też przekazanie informacji o potrzebach poszczególnych uczniów niepełnosprawnych, związanych z ich funkcjonowaniem w szkole. Wykorzystując elementy zabawy, można rozwijać empatię poprzez doświadczanie przez dzieci świata przy określonych ograniczeniach (np. zasłonięte oczy, wykonywanie czynności jedną ręką albo poruszanie się na jednej nodze). Jeśli problemy dziecka nie są widoczne zewnętrznie (np. autyzm), nauczyciel, w porozumieniu z rodzicami dziecka, powinien wyjaśnić dzieciom, na czym polegają trudności kolegi czy koleżanki. Czasem konieczne będzie też ustalenie, jak zachować się w przypadku trudnych zachowań niepełnosprawnego dziecka.
  • Informowanie. Dzieci, jeśli dysponują niepełnymi informacjami, budują sobie na dany temat własne wyobrażenia, nie zawsze zgodne z rzeczywistością. Istotne może być wyjaśnianie, jakie są przyczyny chorób czy problemów rozwojowych, jak dbać o komfort niepełnosprawnego kolegi, co wolno robić, a czego należy unikać.
  • Pomaganie. Dzieci zdrowe często chcą pomagać swoim niepełnosprawnym kolegom wyręczając je przy wykonywaniu czynności, które są w zasięgu ich możliwości. Trzeba „uczyć dzieci pomagania” – i zdrowe, i niepełnosprawne. Wskazane jest preferowanie „pomagania na zapotrzebowanie” – gdy sytuacja tego wymaga, a nie ze względu na ogólny stan bezradności. Można dzieciom też wytłumaczyć, że każdy z nas w pewnych sytuacjach potrzebuje i korzysta z pomocy innych.
  • Wzmacnianie pozytywne. Dostrzegajmy i nazywajmy osiągnięcia uczniów niepełnosprawnych, eksponujmy ich prace, osiągnięcia. Można też dzieciom wyjaśniać, że miarą sukcesu jest postęp w jakiejś dziedzinie, który osiąga się dzięki zaangażowaniu i pracy. I że to, co jednym przychodzi z łatwością, dla innych może być dużym wyzwaniem.
  • Dbajmy o relacje. Nie dzielmy dzieci na zdrowe i niepełnosprawne podczas zajęć w klasie, np. podczas pracy w grupach, nawet jeśli miałoby to nam bardzo ułatwić pracę. Wspólne wykonywanie zadań pozawala na nawiązanie bliższych kontaktów.Zwracajmy uwagę na sposób odnoszenia się dzieci do siebie nawzajem.
  • Sprawiedliwe traktowanie. Starajmy się zadbać o to, aby podobnie traktować wszystkie dzieci w tych obszarach, gdzie to możliwe (np. przestrzeganie zasad pracy na lekcji). Jednocześnie poinformujmy dzieci, że oceniając je bierzemy pod uwagę nie tylko efekt, ale również wkład pracy, zaangażowanie, wysiłek i starania. Będzie to miało znaczenie m.in. w procesie oceniania uczniów z niepełnosprawnością intelektualną.
  • Imprezy i uroczystości. Wszystkie dzieci są członkami klasy i wszystkie powinny uczestniczyć w życiu klasy. Nie ma lepszej formy integracji niż wspólne działanie. Dlatego warto wykorzystywać każdą sytuację, gdzie dzieci wspólnie uczestniczą w przygotowaniu przedstawienia czy uroczystości. Każde z nich powinno czuć, że jest ważne i potrzebne, i że ma swoje miejsce w klasie.
  • Integracja pozaszkolna. Dzieci niepełnosprawne często mieszkają daleko od szkoły, do której chodzą. Znacznie utrudnia to proces integracji, bo kontakty nie są utrzymywane po lekcjach. Dlatego warto zachęcać rodziców dzieci niepełnosprawnych do zapraszania dzieci zdrowych do wspólnego spędzania czasu po szkole.

Bez względu na wszystkie inne determinanty skuteczności procesu integracji społecznej najważniejsze jest mentalne nastawienie nauczyciela, jego wewnętrzna akceptacja dla integracji w ogóle i tego konkretnego dziecka. Bez spełnienia tego elementu skuteczna integracja staje się dziełem przypadku, a nie efektem przemyślanych, intencjonalnych działań nauczyciela.

Wyniki badań naukowych nad skutecznością integracji – refleksje


Wyniki badań naukowych dotyczących skuteczności procesu integracji społecznej nie napawają optymizmem. Wynika z nich, że dzieci z niepełnosprawnością intelektualną zajmują niskie pozycje socjometryczne (są izolowane lub w różnym stopniu odrzucane), nieco lepiej postrzegani są uczniowie z niepełnosprawnością ruchową (mpdz).
Trudno polemizować z faktami. Mam jednak wrażenie, że przecenia się wyniki badań socjometrycznych, nie doceniając takiego kryterium, jak subiektywne zadowolenie osoby niepełnosprawnej z nauki w klasie integracyjnej. Być może to właśnie ma największe znaczenie – jak dziecko czuje się w klasie, czy chętnie chodzi do szkoły.
Nieuprawnione wydaje się być uogólnianie wyników badań socjometrycznych i  jedynie na ich podstawie formułowanie wniosków dotyczących skuteczności integracji.
Rodzice dzieci z upośledzeniem umiarkowanym, które znacząco różnią się od swoich rówieśników poziomem funkcjonowania poznawczego i społecznego, często nie chcą zmienić dziecku szkoły na szkołę specjalną, choć ta zapewne pełniej zaspokoiłaby potrzeby ich dzieci. Ich argumenty mają właśnie charakter emocjonalny – mówią, że ich dziecko bardzo lubi swoją klasę, jest akceptowane, traktowane z życzliwością i zrozumieniem, a to jest dla nich najważniejsze.
Niepokojące mogą być wyniki świadczące o odrzuceniu dziecka. Konieczne jest wówczas przeanalizowanie, co sprawia, że inne dzieci niechętnie przebywają w towarzystwie dziecka niepełnosprawnego. Decydujące przy wyborze działań pomocowych w tej sytuacji powinno być określenie, czy dziecko na dane zachowanie ma wpływ, czy też nie. Inne bowiem działania powinny zostać podjęte wówczas, gdy na pewne rzeczy dziecko nie ma wpływu (np. ślinienie się, zaburzenia komunikacji językowej, niski poziom możliwości umysłowych) i na takie, na które wpływ ma (choć może on być różny, w zależności od rodzaju dysfunkcji dziecka – np. zachowania impulsywne, problemy z kontrolowaniem emocji i sposobem ich wyrażania, zachowania agresywne).
Działania zmierzające do poprawy wzmocnienia pozycji dziecka w klasie powinny być prowadzone dwutorowo:
- skierowane na dziecko (co ono może zmienić  w swoim zachowaniu),
- na klasę (co dzieci powinny wiedzieć i jak się zachować w relacjach z niepełnosprawnym kolegą).

Samo połączenie dzieci zdrowych i niepełnosprawnych nie sprawi, że dzieci od razu nawiążą dobre relacje. Konieczne są świadome i przemyślane zabiegi nauczycieli i pedagogów, ale również rodziców – obu grup uczniów. Potrzebne są rozmowy na trudne tematy, refleksja nad stanem faktycznym i poszukiwanie rozwiązań.
Nawet przy jednorodnej niepełnosprawności osoby nią dotknięte nie stanowią grup homogenicznych. Dlatego zawsze w procesie integracji trzeba brać pod uwagę zróżnicowane możliwości i potrzeby uczniów. Formy integracji – bycia razem - które sprawdzają się w jednym okresie rozwojowym, mogą być nieadekwatne na kolejnym. Dlatego należy unikać jedynie słusznych rozwiązań – choćby było to zgodne z szeroko rozumianą ideą humanizmu. Dzieci z dysfunkcjami intelektualnymi, które dobrze czuły się wśród rówieśników w klasach młodszych szkoły podstawowej, mogą czuć się izolowane w klasach starszych. I to nie dlatego, że nagle przestały być akceptowane. U dzieci dobrze się rozwijających stale następuje rozwój, rozumiany jako wzrost wiedzy, kompetencji i umiejętności. Dzieci z dysfunkcjami umysłowymi szybciej osiągają optimum swojego rozwoju i różnice między dziećmi zaczynają się pogłębiać. Dzieci z niepełnosprawnością umysłową zaczynają lepiej się czuć w towarzystwie osób podobnych, łatwiej im nawiązać i podtrzymać więzi albo poszukują towarzystwa osób młodszych.
Pojawia się też pytanie o cel interakcji społecznych. Jeśli poszukujemy w nich zrozumienia, akceptacji i pomocy to na wyższych etapach kształcenia jest to jak najbardziej cel do osiągnięcia. Jeśli jednak mają to być relacje bliskości, porozumienia i przyjaźni to taki cel daleko trudniej osiągnąć. Więzi między ludźmi, bliskie więzi, nie formują się na zasadzie normatywnej czy emocjonalnej motywacji pomagania, w oparciu o zinterioryzowane normy społeczne, ale w oparciu o przeżycia emocjonalne, na które wpływu nie mamy. To każdy z nas indywidualnie decyduje o tym, kogo lubi najbardziej, z kim chce się przyjaźnić, w kim się zakochuje.

W badaniach socjometrycznych zawsze jest gwiazda – to osoba, która otrzymała najwięcej wyborów pozytywnych, najatrakcyjniejsza. Chcemy być tacy, jak nasza gwiazda – identyfikujemy się z nią. Czym uwodzi nas osoba niepełnosprawna?
Nie swoimi ograniczeniami, więc musi mieć inne walory – może poczucie humoru, życzliwość, otwartość, pogodę ducha? Można sądzić, że to nie sam rodzaj niepełnosprawności decyduje o tym, czy dziecko jest lubiane w klasie, ale również (a może przede wszystkim) to, jaką jest osobą.

Doświadczenia własne

Z racji swoich doświadczeń zawodowych i obserwacji jestem skłonna zaryzykować twierdzenie, że idea integracji w sensie społecznym, niemal bez względu na rodzaj dysfunkcji zdrowotnych dziecka, sprawdza się w pełni w okresie edukacji wczesnoszkolnej.
Dzieci w okresie nauczania wczesnoszkolnego prezentują podobne zainteresowania, są otwarte, a odpowiednio przygotowane w sposób naturalny przyjmują odmienności swoich rówieśników. Są opiekuńcze wobec kolegów, którzy wymagają pomocy i wsparcia. Dotyczy to osób z widocznymi dysfunkcjami, są bowiem i takie dzieci integracyjne, które ani same nie są świadome swej odrębności, ani nie dostrzegają też jej ich rówieśnicy.
Sytuacja zmienia się w miarę procesu dorastania i dojrzewania dzieci, gdy coraz większego znaczenia we wzajemnych relacjach nabiera możliwość wspólnego wzajemnego porozumienia. W trudnej sytuacji zaczynają się wówczas znajdować dzieci ze znacznym niedosłuchem, utrudniającym im komunikację z rówieśnikami oraz dzieci z upośledzeniem umysłowym, gdy nie zawsze możliwe jest porozumienie na poziomie intelektualnym. Podobne spostrzeżenia przedstawia Andreas Hinz, który  prowadził badania w ramach tzw. projektu hamburskiego (gdy w 1983 r. powstały w Hamburgu pierwsze klasy integracyjne, na Uniwersytecie utworzono Zakład Integracji, wspierający szkoły).
Sądzę jednak, że przy prawidłowo prowadzonym procesie wychowania w szkole i w domu udaje się osiągnąć stan, w którym uczniowie z wymienionymi przeze mnie deficytami nie są izolowani przez grupę. Jest to dla mnie rodzaj relacji opierający się na uświadomieniu sobie przez dzieci, że każde z nich – bez względu na to, jakie jest - ma swoje miejsce w klasie. Wiąże się to z akceptacją innych i kierowanie się w kontaktach z nimi potrzebami afiliatywnymi, prospołecznymi. Osiągnięcie takiego stanu rzeczy wymaga systematycznych, celowo sformułowanych działań ze strony nauczycieli oraz tego, co można określić jako takt i wyczucie pedagogiczne.
Wydaje mi się, że integracja na poziomie szkoły podstawowej jest pozytywnie zweryfikowanym stanem rzeczy. Warto jednak pamiętać, że integracja będzie skuteczna tylko wówczas, gdy będziemy do niej przygotowani – na poziomie emocjonalnym, poznawczym i społecznym.
Nie wystarczą tutaj dobra wola i chęci, konieczne są też konkretne umiejętności, gotowość do stosowania nowych sposobów rozwiązywania problemów i do ciągłej pracy nad sobą.
Sądzę też, że poważniejsze problemy uczniów niepełnosprawnych zaczynają się przy wyborze szkoły ponadgimnazjalnej. O ile wybór szkoły podstawowej jest głównie wyborem rodziców, to na kolejnych etapach kształcenia coraz większego znaczenia nabiera opinia samego ucznia. Sytuację każdego człowieka  należy analizować w kontekście jego swoistej sytuacji życiowej. Dlatego ważna jest tu odpowiedź na pytanie – czym jest niepełnosprawność dla tej konkretnej osoby. W okresie dojrzewania walory fizyczne ciała zaczynają odgrywać coraz to większą rolę i ten aspekt samooceny człowieka też ma niewątpliwie wpływ na podejmowane decyzje.

Akceptując siebie jako osobę, w przypadku niepełnosprawności, trzeba zaakceptować siebie jako osobę z ograniczeniami w stanie zdrowia. I nie jest tak, że ta akceptacja następuje raz i ugruntowuje się na poziomie tożsamości  osoby. W procesie rozwoju każdego z nas są tzw. okresy krytyczne, które ze szczególną mocą dają o sobie znać właśnie w okresie adolescencji.
Z badań psychologii społecznej wiadomo, że ludzie chcą być podobni do siebie, a jeżeli różnić się – to w sensie pozytywnym. Dlatego bywa tak, że młodzież na kolejnym etapie kształcenia poszukuje takiej szkoły, gdzie jest więcej osób z podobnymi problemami. Znajdują się oni bowiem w takim momencie życia, gdy szukają swojego miejsca na ziemi.
Dlatego uważam, że niezwykle ważne jest, że istnieją różne możliwości kształcenia, pozwala to bowiem na wybór takiej szkoły, która zapewni dziecku czy młodemu człowiekowi optymalne warunki rozwoju i da poczucie zadowolenia. Każda forma kształcenia może być atrakcyjna dla dzieci z określonymi potrzebami i powinny one funkcjonować równolegle jako alternatywne formy kształcenia.
Pracując z osobami, które niepełnosprawność fizyczną czy umysłową traktują jako czynnik różniący ludzi ale nie wartościujący, można ulec wrażeniu, że inni ludzie też tak myślą. Ale liczne sytuacje pokazują, że jest tu jeszcze dużo do zrobienia. Wydaje się, że konieczne jest dalsze, systematyczne edukowanie społeczeństwa, ograniczające niepełnosprawność do konkretnych utrudnień, a nie do bycia niepełnosprawnym w ogóle. Nie można też traktować kształcenia integracyjnego jako jakieś szczególne dobrodziejstwo dla niepełnosprawnych dzieci, ale jako respektowanie ich prawa do nauki w warunkach, które uwzględniają ich szczególne potrzeby. Walka ze stereotypami, uprzedzeniami i nietolerancją jest wyzwaniem XXI wieku, a każdy z nas musi ją zacząć od siebie – każdego dnia.

Źródło: Razem w pełni sprawni. Materiały konferencyjne, Zeszyty Naukowe Fundacji Promyk Słońca nr 9, Wrocław 2011.